2016-11-22

22 propozycje prezentów dla dwulatka i dwulatki.

Zaczęliście już przygotowania do Świąt? Ja zazwyczaj robiłam wszystko na ostatnią chwilę, to znaczy jakoś w grudniu, a wiadomo, że wtedy wszystko jest droższe, a nawet niektóre dekoracje zostały już wykupione i zostają nam jakieś resztki. Teraz jest dobry moment, by skorzystać z promocji na zabawki lub dekoracje świąteczne, co wcale nie musi oznaczać braku ekscytacji Świętami w okresie przedświątecznym. Takie drobiazgi jak serwetki, lampki na choinkę, czy obrus możemy zostawić sobie na później, bo to będzie zawsze w miarę tanie i nie wydamy fortuny przed samymi Świętami, za to teraz najlepiej skupić się na prezentach. Lepiej wszystko zaplanować sobie wcześniej, poszukać pomysłów w internecie, a jak wiadomo internet jest pełen różnych propozycji prezentów, że aż ciężko nam coś wybrać. Dlatego pomyślałam, że wyjdę Wam na przeciw i stworzę małą listę z prezentami dla dwulatka, którymi z chęcią obdarowałbym moje dziecko. Z racji tego, że zaglądają tu nie tylko mamy chłopców, pomyślałam, że pokażę Wam również moje propozycje prezentów dla dziewczynek.


Zacznę tak trochę stereotypowo, bowiem to, że chłopcy uwielbiają pojazdy, wiemy nie od dziś - samochody, pociągi, jeździki i wszystko, co ma kółka jest super. Idealną zabawką dla chłopca będzie też zapewne zestaw majsterkowicza, bo przecież każdy chłopiec lubi uderzać młotkiem i wkręcać śrubę przy pomocy śrubokręta. Wiadomo też, że chłopcy nie polubią zabawy lalkami, nie dla nich też zabawki w kolorze różowym, a tymbrdziej kuchenka do zabawy. Tego to chłopcy na pewno nie potrzebują, by dobrze się rozwijać, to przecież zabawki przeznaczone wyłącznie dla dziewczynek. I tu przerwę sama sobie, ponieważ to totalny stek bzdur i jeśli ktokolwiek tak myśli to bardzo ogranicza swoje dzieci. Wpis ma być co prawda czysto świąteczny, ale muszę Was jakoś wprowadzić w to, co zobaczycie na zestawieniach, które dla Was przygotowałam. Podzieliłam je na "Propozycje dla chłopców" i "Propozycje dla dziewczynek", jednak myślę, że z każdego zestawienia można wybrać coś dla obu płci.
Już jakiś czas temu zauważyłam, że Olinka ciągnie do gotowania, a kiedy zobaczyłam, jak trzyma kubek, stawia na półce i udaje, że jest tam coś gorącego w kubku, wiedziałam, że już niedługo będzie potrzebował odpowiedniej zabawki do rozwijania swoich zainteresowań. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć między innymi czerwoną kuchenkę, którą Oli otrzymał od nas na urodziny. Wydaje mi się, że każdy rodzic powinien przyjrzeć się swojemu dziecku dokładnie i nie ignorować sytuacji, kiedy zobaczymy, że nasze dziecko bawi się z zainteresowaniem lalką koleżanki lub bierze gąbkę z kuchni i jak mama chce myć naczynia, albo też pokazuje nam palcem na telewizor i rusza bioderkami w jedną i w dugą stronę, wymachując przy tym rękoma i tupiąc nogami, by zasygnalizować nam, że chce potańczyć do muzyki. Każde dziecko ma inne zainteresowania i każde zainteresowania, nawet te małe, my - rodzice powinniśmy pięlęgnować i zachęcać dzieci do dalszej zabawy.
Poniżej znajdziecie propozycje prezentów dla dwulatki i dwulatka, które potrzebują trochę innych zabawek, niż kilkumiesięczne bobasy, żeby mogły usiedzieć choć chwilę w miejscu. I właśnie takie zabawki i gry chciałabym Wam dziś zaprezentować, może znajdziecie coś ciekawego dla Waszych pociech.

Propozycje prezentów dla chłopca

























1. Lampka chmurka PL Catleya GB Llullabuy | 2. Lego duplo PL Humi GB Tesco | 3. Gitara Janod PL Fabryka Wafelków GB Wooden Toy Shop | 4. Rowerek biegowy PL Aktywny Smyk  GB Kids Net | 5. Kuchenka GB Argos | 6. Karty Czuczu | PL Matras | 7. Króliczek Bing PL Allegro  GB Argos | 8. Kuchenka IKEA PL Ikea GB Ikea | 9. Bębenek Janod PL Fabryka Wafelków GB Precious Little One | 10. Kiążka Pan Brumm PL Wydawnictwo Bona  GB Pasikonik.co.uk  | 11. Garaż PL Epinokio GB Wooden Toy Shop


Propozycje prezentów dla dziewczynki


























1. Karty edykacyjne Czuczu PL Ambelucja  | 2. Fortepian Janod PL Mądre Szkraby GB Spotty Green Frog | 3. Lalka Meetoo PL Dom Lalek GB Lilly Design | 4. Drewniany domek dla lalek PL e-zabawkowo | 5. Zestaw majsterkowicza PL Wonder Toy GB Amazon | 6. Zestaw lekarski Muminki PL Domodi GB Color4care | 7. Talerz w króliczki GB This Modern Life | Lampka gruszka PL Lalka Metoo GB This Modern Life | 9. Domek dla lalek Janod PL Zielone Zabawki GB The Toy Centre | 10. Piasek kinetyczny PL Empik GB Amazon | 11. Drewniany stragan PL Wonder Kid GB Amazon


Czasami kupno prezentów dla naszych najmłodszych może wydawać się dosyć trudne, ponieważ na rynku tyle jest przeróżnych zabawek, że aż sami nie wiemy ma co patrzeć, czego nasze dziecko potrzebuje, a co najbardziej by mu się podobało.  Nieważne jest, jak dużo pieniędzy wydamy na dany prezent i ile tych prezentów będzie leżało pod choinką, albo czy chłopiec powinien otrzymać zestaw majsterkowicza, a dziewczynka zabawkowego mopa i drewnianą kuchnię, bo inaczej to nie wypada. Najważniejsze w tym wszystkim jest szczęście i radość naszych dzieci, a kiedy one są szczęśliwe, to my również. Życzę Wam udanych i spokojnych zakupów w tym szalonych okresie. :)



P. S. Czy podobają Wam się takie zestawienia? Wybralibyście coś dla Waszych pociech? Byłoby mi bardzo miło, gdybyście podzielili się tym w komentarzu.

Czytaj dalej »

2016-11-10

Pragnęłam pewnej zmiany, więc po prostu zaryzykowałam i wzięłam sprawy w swoje ręce.

Za oknem deszcz i wirujące na wietrze, kolorowe liście, dni są krótsze i zdecydowanie ciemniejsze od tych wiosennych, czy letnich. Na tę porę roku często wybieramy odcienie czerni lub szarości, jako odzież wiechrzchnią. Może ma to coś wspólnego z tym, jakie mamy samopoczucie, a wiadomo nie od dziś, że istnieje coś takiego, jak jesienna chandra lub depresja. U mnie było zupełnie inaczej, ponieważ zawsze uwielbiałam kolory, czasami nawet bardzo jaskrawe i nigdy nie mogłam przekonać się do kolorów neutralnych lub bardzo ciemnych, do czasu. W końcu zaczęłam zauważać, że niezbyt dobrze idzie mi dobieranie ze sobą tych pstrokatych kolorów, więc od jakiegoś czasu wybieram bardziej stonowane i pasujące do mnie barwy i zdradzę Wam, że nigdy nie czułam się ze sobą tak dobrze. Każda kobieta potrzebuje czasem zmiany, czy jest mamą, czy pracuje całymi dniami w korporacji, to nie ma znaczenia, takie już jesteśmy,,, zmienne. Zgadzasz się ze mną?



Nie jestem już nastolatką, jestem kobietą, a także mamą i nie chcę szaleć z ubiorem, jak kiedyś, mimo, iż nie ubierałam się kiczowato, a także nie chcę chodzić wiecznie w białym T-shircie i jeansach, chociaż... Moja miłość do klasyki nigdy nie zmaleje, ale czas zacząć ubierać się bardziej elegancko i trochę poszaleć z modą, ale tak dyskretnie, tak spokojnie, żeby nie zatracić w tym wszystkim siebie. Mam taki plan, by do 30 znaleźć swój styl w 100 procentach, ponieważ jeszcze nad nim pracuję. Chciałabym ubierać się bardziej kobieco, zakładać obcasy nie tylko na większe wyjście, a sukienki pokochać na nowo i nosić je na codzień.
Wydaje mi się, że w pewnym wieku każda z nas powinna przyjrzeć się swojej garderobie i pomyśleć, co możnaby zmienić, co odjąć, a co dodać. Bardzo lubię porządki w swojej garderobie i często zauważam, że większości ubrań od dawna nie nosiłam, dlaczego zatem ciągle wiszą w mojej szafie? Czas wziąć sprawy w swoje ręce i pomyśleć nad tym, jak byśmy chciały wyglądać i po prostu wcielić nasz plan w życie. Macie często tak, że idąc do sklepu kupujecie to, czego aktualnie potrzebujecie, a nie to, czego pragniecie? Te dwa pojęcia mogą przecież się zatrzeć w pewnym momencie, prawda? ;) Od teraz koniec ze zwykłymi T-shirtami, w mojej szafie będą królowały ozdobne bluzki, ciekawie skrojone sukienki i może więcej butów na obcasie. Wygoda jest oczywiście w tym wszystkim najważniejsza, ale warto wyjść ze strefy komfortu i poszukać dla siebie czegoś, czego do niedawna byśmy nie założyły. Dajmy na to taki długi, oversizowy płaszcz, zwany "duster", w dodatku w neutralnym, beżowym kolorze. Kiedyś nawet bym na taki nie spojrzała, przecież do mnie beż nie pasuje. A jednak byłam w błędzie i to wielkim. Po pierwsze - nie wszystko, co nosimy musi być super obcisłe, odważmy się założyć coś innego, niż zwykle, po drugie - przyłóżmy do twarzy wszystkie kolory i pomyślmy nad tym, czy na pewno ten kolor jest dla nas zły. Ja co prawda zrobiłam to w ciemno, a raczej on-line, ale zaryzykowałam, odważyłam się, chciałam zmiany i czuję się ze sobą świetnie. Odkładam na bok ciemne i niepasujące do siebie kolory, pokochałam różne odcienie beżu i różu, w szczególności pudrowy róż, który nawet zimą będzie wyglądał super, a kolory jesieni to mój tegoroczny must have.



W pewnym wieku potrzeba nam czasem zmian dotyczących naszego wyglądu lub stylu ubierania się. Każda kobieta ma jakiś pomysł na siebie, ale nie zawsze zdaje sobie z tego sprawę, w natłoku obowiązków ubieramy się ciągle tak samo, ani myślimy o tym, by zacząć ubierać się inaczej. Latem ubieramy się jasno, szalejemy trochę z kolorami, zimą zaś wybieramy ciemne barwy i raczej nie interesuje nas wtedy nic poza ciepłym szalem i czapką. Czas to zmienić, czas  zatroszczyć się o siebie i poszaleć z modą. W końcu o to w tym wszystkim chodzi - o eksperymentowanie, o odnajdywanie swojego "ja".






A Ty znalazłaś już swój styl? A może zatrzymałaś się w czasach liceum i boisz się zmian? Napisz! Wszystkie znajdziemy jakieś rozwiązanie :)
Czytaj dalej »

2016-11-03

Joie Litetrax 4, czyli moja idealna spacerówka dla dziecka.

Czy istnieje w ogóle coś takiego jak idealny wózek? Czy wózek musi być jakiś super? Nie może być pierwszy-lepszy? Wiem jedno, na pewno nie jest łatwo przy jego zakupie. Na rynku tyle jest różnych modeli do wyboru, że ciężko jest zdecydować, co jest dla nas najlepsze. Dla kogoś najważniejszy może być oryginalny styl wózka, dla drugiej osoby mała waga wózka to największa zaleta, a jeszcze inny stwierdzi, że najlepiej jest zainwestować w typową, tanią parasolkę. Każdy wózek jest inny i przy zakupie tego idealnego (dla nas), powinniśmy kierować się tym, czego my oczekujemy od wózka, a nie tym, co innym się podoba lub tym, co jest teraz modne.



Spacerówka dla dziecka, zaraz po wózku, które miało od urodzenia, jest równie ważna jak jej poprzednik. Skupiamy się tu na wygodzie i przede wszystkim małej wadze, a także na łatwym składaniu wózka, co przydaje się podczas podróży. Czasami może zdarzyć się tak, że dopiero za którymś razem znajdziemy ten "jedyny" wózek, który skradł nasze serce. Tak właśnie było w naszym przypadku, kiedy kupiliśmy piękną spacerówkę, by zaraz ją odesłać z powrotem do sprzedawcy. Bycie wybrednym to wcale nie taka zła cecha, przynajmniej wiesz, czego chcesz... a czego nie chcesz. ;) Po odesłaniu pierwszej zakupionej spacerówki, poszukiwania trwały nadal i trwały one dość długo. W końcu znaleźliśmy perfekcyjny wózek! Joie Litetrax 4, to idealny wózek dla osób, które cenią sobie wysoką jakość, komfort jazdy oraz bezpieczeństwo dziecka. 



Zalety:

Największą zaletą tego wózka jest sposób składania go, ponieważ trwa to dosłownie sekundę, a wózek składa się w pół, po pociągnięciu za pas, taki jak w siedzeniach samochodowych. Po zablokowaniu przednich kół, wózek można spokojnie postawić na 4 kołach, a gdy chcemy się z nim przemieścić, zwyczajnie ciągniemy go jak walizkę. Za to dostaje ode mnie 10/10 punktów. Moją uwagę zwróciła też duża i ładnie prezentująca się budka, a także pojemny koszyk, do którego ze spokojem włożę 2 reklamówki pełne zakupów. Pamiętam. że poszukiwałam pewnego gadżetu na ebay, aby móc położyć sobie kubek z piciem Olinka i znalazłam taki, który można przyczepić do uchwytu, super - pomyślałam. Nie kupiłam jednak tego gadżetu, ponieważ Litetrax ma właśnie taki już dołączony! Wózek kupiłam co prawda przez internet (tak jak i poprzedni, który odesłałam), były więc obawy, ale przekonało mnie bardzo to, że oprócz miejsca na kubek (a nawet na dwa kubki!) i małego schowka np. na smoczek lub telefon, do zestawu dołączona była oczywiście folia przeciwdeszczowa, ale też pokrowiec na nóżki dziecka, co bardzo przyda się zimą, nawet dla tak dużego dziecka, jak Oli, które w sumie tak często już z wózka nie korzysta. Na długie, zimowe spacery jak znalazł. Pamiętam, jaką trudność sprawiało mi prowadzenie naszego pierwszego wózka, który nie wiedzieć czemu, cały czas schodził na prawą stronę. Przy Joie nie mam już takiego problemu, ponieważ jazda jest płynna i bezproblemowa, dzięki przednim, obracającym się kołom. Jak dla mnie jest to wielki plus! Lecz, jak na kobietę przystało, jedną z największych zaletą tego wózka jest dla mnie wygląd. A jeśli wózek jest przy tym praktyczny, to można go chyba nazwać wózkiem idealnym, prawda?

Wady:

Joie Litetrax 4 to mój wózek numer 1 pod każdym względem, jednak żaden wózek nie jest idealny w 100%. W tym wózku jedyne, co mnie wkurza, to ochraniacze na pasy, które za każdym razem zsuwają się, aż czasami boję się, że mogą mi się kiedyś zgubić. Myślałam, żeby je przyszyć do pasów chociaż tak lekko i chyba tak zrobię. Drugą rzeczą, którą różne osoby podawały jako wada wózka, to pałąk, którego nie da się odpiąć tylko z jednej strony. Musi on być wyjęty całkowicie, ale to pewnie dlatego, że po złożeniu wózka, ciągniemy go jak walizkę na kółkach, trzymając ręką właśnie za pałąk. Jak dla mnie te dwie rzeczy są małoistotne i nie odwiodły mnie od zakupu, dla mnie nadal ten wózek jest idealny.



Zakup spacerówki dla dziecka nie jest prostą sprawą, czasem zdarzy nam się odesłać kupiony przed momentem wózek, ale jeśli będziemy trzymać się swoich wymagań wobec wózka, na pewno znajdziemy taki, który skradnie nasze serce. Najważniejsze jest to, żeby nam, a także dziecku było wygodnie i co najważniejsze, żeby było bezpiecznie. 






A Wy macie idealne dla Was wózki? Co sprawia, że takie są? Chętnie przeczytam Wasze komentarze.

Czytaj dalej »

2016-10-29

Pole dyniowe, zapach ciasta i ciepły sweter, czyli jesień pełną parą.

Bardzo lubię wiosnę i lato, za to, że wszystko budzi się do życia, powietrze jest jakieś inne, lepsze, no i najważniejsze - jest słońce i grzeje wtedy bardzo mocno. Nigdy nie przepadałam jakoś za jesienią, czy zimą, chociaż w zimie lubiłam tę magię Świąt i śnieg, ale nie lubiłam tego, że jest zimno i że szybko robi się ciemno. Odkąd jest Oli, jakoś inaczej na to wszystko patrzę, bardziej doceniam ciepłą kawę, czy herbatę i uwielbiam spędzać wieczory pod ciepłym kocem. Nigdy nie myślałam o jesieni jakoś wyjątkowo, ale dopiero po porodzie zaczęłam piec, akurat była jesień i wtedy to poczułam... te piękne zapachy, unoszące się po domu, a królowały wtedy szarlotki i ciasta marchewkowe, pyszności!



Tak właśnie wyobrażałam sobie jesień (odkąd ją polubiłam!): rodzinne spacery po parku pełnym kolorowych liści, kubek cieplej herbaty, wieczory z książką lub filmem, pieczenie różnych pyszności, oraz ciekawe, sezonowe wycieczki, a także ten charakterystyczny zapach zupy z dyni. Te dwa ostatnie mają ze sobą coś wspólnego. Wycieczkę na pole dyniowe odbyliśmy po raz pierwszy, ale na pewno nie ostatni. Mam zamiar zrobić z tego naszą tradycję, w przyszłym roku na pewno będzie jeszcze ciekawiej! Rodzinne wycieczki zawsze są ciekawe, najbardziej cieszą się z nich pewnie dzieci, ale i dorośli mają pewną odskocznię od codziennych obowiązków i zwyczajnego dnia. Przyznam, że mimo, iż nie przepadałam za jesienią, to zawsze chciałam wybrać się na pole dyniowe, wybrać na ten dzień typowo jesienną stylizację i po prostu spędzić piękne chwile z rodziną. I tak też zrobiliśmy! Świeże, jesienne powietrze od razu dodało nam energii, a promienie porannego słońca lekko nas ogrzewały w ten trochę chłodny dzień. Odhaczyliśmy zbieranie dyni, czyli kolejną rzecz, którą można robić jesienią, a ja od razu czuję, że jestem pozytywnie nastawiona na następne jesienne przygody i tradycje, które tak przyjemnie spędza się w gronie rodzinnym. Następną rzeczą na mojej liście jest ciasto marchewkowe, a potem... zobaczymy. Na pewno będzie ciekawie :)



Jesień wcale nie jest taka zła, kiedy przyjrzymy się jej dokładnie. Mimo, że na zewnątrz może być szaro i nudno, zawsze możemy wziąć bliskie nam osoby i spędzić ciekawy dzień piekąc ciasta lub wybierając się na wycieczkę i wdychając świeże powietrze. Wiem jedno, dynie są już wszędzie, zbliża się Halloween - zdecydowanie czuć jesień!






A Wy lubicie jesień? Z czym najbardziej kojarzy się Wam ta pora roku?
Czytaj dalej »

2016-10-27

Jak wygląda życie z dwulatkiem? Cała prawda z mojego punktu widzenia.

Rodzisz dziecko, stajesz się nagle rodzicem, kimś bardzo odpowiedzialnym, wszystko jest dla Ciebie nowe, wszystko szybko się zmienia. Zapisujesz w albumie każdy uśmiech, każdy nowy dźwięk, który wydaje Twoje dziecko, pierwszy stały posiłek, pierwsze słowa, pierwsze kroki... Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Pierwszy rok z nowym członkiem rodziny jest bardzo wyjątkowy, ale nie zawsze jest tak kolorowo, jak to sobie wyobrażaliśmy, zanim pojawiła się w naszym życiu ta mała istota. Macierzyństwo to coś nowego, nieznanego, nie da się do tego przygotować, nieważne jak pilnie studiujesz każdy magazyn przeznaczony dla mam i rodziców. Są łzy, jest dużo zmęczenia i bezsilności, ale też mnóstwo radości i wspaniałych chwil, podczas których zdajesz sobie sprawę z tego, że Twoje serce powiększyło się do niewyobrażalnych rozmiarów, ponieważ tyle mieści się w nim miłości i troski o nowe, malutkie życie.



Można powiedzieć, że spodziewałam się tego, co powinno wydarzyć się w pierwszym roku życia dziecka (chociaż i tak nie mogłam się na to przygotwać), między innymi te "pierwsze razy", które opisałam wyżej. A jak to jest z dzieckiem dwuletnim? Co wtedy dzieje się w jego życiu, jakie zachodzą zmiany ?  Przedstawię Wam zatem mój punkt widzenia na życie z dwulatkiem. Gotowi?



BUNT DWULATKA

Po polsku mówimy o tym "bunt dwulatka", po angielsku nazywamy to "terrible two's". O co chodzi? O pewien skok w rozwoju dziecka, które rozumie już trochę więcej, uczy się różnych emocji i nie wie za bardzo, co z nimi zrobić i jak zareagować w danej sytuacji. Oli zazwyczaj rzuca się na podłogę i płacze. Powód takiego zachowania wcale nie musi być jakiś poważny, wystarczy, że np. ugryziesz jabłko, które dziecko chciało zjeść, albo, jak w przypadku Olinka, nocnik nie zmieścił się do pralki... ;) Wtedy akurat nie mogłam powstrzymac śmiechu, ale nie zawsze tak jest. Nie powiem, czasami brakuje mi cierpliwości i mam ochotę walnąć głową o ścianę, albo schować się gdzieś na chwilę, ale niestety nie jest to takie proste. Czasem trzeba zacisnąć zęby i przeczekać ten szalony czas. 




PIERWSZE SŁOWA

Dziecko dwuletnie poznaje już więcej słów i czasem je przekręca lub używa w zupełnie innym kontekście. Czasami wychodzą z tego bardzo śmieszne sytuacje, a czasem Twoje serce aż mięknie, kiedy słyszysz to wszystko i niedowierzasz, że to Twoje dziecko właśnie to powiedziało. Myślisz sobie "Czy on serio to powiedział, czy mi się zdaje?". Oli jest dzieckiem dwujęzycznym, uczy się na raz polskiego i angielskiego, co na początku mnie martwiło, bo myślałam, że przez to będzie bardziej zdezorientowany,. Teraz myślę, że to naprawde fajna rzecz, ponieważ małe dzieci chłoną wszystko jak gąbka i nie dzieje im się przy tym żadna krzywda, wręcz przeciwnie. Jakiś czas temu, szukając traktorka, Oli zawołał: "Beep beep! Where are you?", co brzmiało jak "bibi jeaju" ;) Przyznam, że miałam takie motylki w brzuchu, byłam bardzo dumna z niego. Z takich śmiesznych lub przekręconych słów jedyne, co przychodzi mi na myśl to "pupa" zamiast "kupa" i "góka", zamiast "ogórek". Już sobie wyobrażam, jak to będzie wyglądało za jakiś czas!



CODZIENNOŚĆ

Kiedyś było błogie lenistwo z niemowlakiem w łóżku, do godziny 9:00 lub nawet 12:00, teraz pobudka o godzinie 6:30 to normalka. Oczywiście Twoje dziecko budzi się jako pierwsze, zrywa z Ciebie kołdrę, wkłada Tobie palec do oka, albo krzyczy "mama, buuuu!", uśmiecha się słodko i od razu schodzi z łóżka, gotowe zacząć nowy dzień pełen przygód. Posiłki nadal nie wyglądają super, chociaż myślałaś, że już po roku będzie lepiej, że obędzie się bez humorków. A jednak są (te humorki w sensie): a to ząbkowanie (Twój "maluszek" ma już chyba z 18 zębów i  wychodzą kolejne!!), a to małe przeziębienia - wtedy nikt nie miałby raczej apetytu, prawda? Spacery natomiast wyglądają tak, że Ty idziesz w jedną stronę, a dziecko w drugą, więc na wszelki wypadek bierzesz wózek. A jak ze spaniem? Jeśli Twoje dziecko wariuje, skacze po łóżku, woła pić, jeść (u Olinka jest to zazwyczaj "apple" - sok jabłkowy, i "góka" - ogórek), a także woła na zmianę tatę lub mamę, w zależności od tego, kto w danym momencie je usypia, możesz być wtedy pewna, że wszystko jest okej! Jeśli chodzi o mnie, to pory zasypiania są najgorsze... i najlepsze (typowa mama ;) ), ponieważ czasami jestem mega skonana i już sama zasypiam, śpiewając te kołysanki, a są dni, kiedy Oli traktuje mnie jak swoją przytulankę i obejmuje mocno mój kark i przytula moją głowę/twarz do siebie, a ja nie mogę się wtedy ruszyć, niekiedy też oddychać nie mogę! Wiecie, jakie to piękne?!









Życie z dwulatkiem nie jest proste, nie jest usłane różami i nie jest zawsze pełne lukru, zdarzają się dni pełne goryczy i kwaśne miny, zdarzają się krzyki i łzy, ale zawsze jest wesoło, a dom pełen jest miłości, jakiej nikt nie potrafi sobie wyobrazić... dopóki nie będzie miał dzieci. To one kształtują nas, jako rodziców i to dzięki nim nasze dotychczasowe priorytety i poglądy zmieniają się o 180 stopni. Mimo, że czasami bywa cięzko i czasem ten zawód rodzica mnie przytłacza, a cierpliwość kiedyś się kończy, to wiem, że nie zamieniłabym się z nikim, bo to jest cały mój świat.


A jak wygląda Twoja codzienność z dzieckiem? W jakim jest ono wieku?

Czytaj dalej »

2016-10-18

Domek nie tylko dla dziewczynek - moja propozycja zabawki uniwersalnej!

Na sklepowych półkach łatwo możemy rozróżnić zabawki dla chłopców i te dla dziewczynek - te pierwsze to zazwyczaj ciemne lub żywe kolory pudełek, w których znajdują się samochody, narzędzia do majsterkowania lub dinozaury, te drugie najczęściej zapakowane są w różowe, pastelowe  pudełka i zawierają różnego rodzaju księżniczki, przybory do czesania, albo lalki udające niemowlaki. Oczywiście ta granica powoli zaczyna się zacierać, ale jednak nie zawsze mamy chłopięcy odpowiednik zabawki, którą bawi się dziewczynka. Bywa tak, że mając synka czasem nie wiemy, co mu sprezentować przy okazji jakiegoś święta, bo ile może mieć tych samochodów! Aż tu nagle gdzieś w sklepie, czy internecie naszym oczom ukazuje się... domek dla lalek. No nie powiesz, że sama byś takiego nie chciała ;) Można otwierać okna i drzwi, bawić się całymi godzinami razem z dzieckiem. Czy chłopiec też może mieć taki domek? Pewnie, że tak!





Jestem zdania, że każda zabawka jest przeznaczona i dla chłopca i dla dziewczynki, nie lubię uogólniać i wkładać do jednej szufladki rzeczy, zabawek, które spokojnie mogą służyć obu płciom. Tak samo, jak kolor różowy nie jest zarezerwowany tylko dla dziewczynek, tak domek dla lalek lub inny domek może stać się również ulubioną zabawką chłopca. U nas w domu pojawił się pewien domek, w okolicy urodzin Olinka.
Kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy, wiedziałam już, że będzie on często użytkowany w naszym domu, nie tylko przez nasze dziecko ;) Chrzestni Olinka postarali się i złożyli w całość wszystkie kawałeczki. Przyznam, że Oli jest jeszcze za mały, by bawić się wszystkimi figurkami i drobnymi zwierzątkami, ale widać, że czerpie dużo radości z zabawy, szczególnie upodobał sobie traktor (chodzi z nim nawet spać!). O czym mowa? O domku - farmie! To wspaniała i uniwersalna zabawka zarówno dla chłopca, jak i dla dziewczynki. Myślę, że większość dzieci uwielbia zwierzęta, lubi otwierać coś i zamykać, więc ten domek będzie idealny do takiej zabawy. Nie dość, że rozwija nasze maluchy, to jeszcze ładnie wygląda. Do zestawu dołączona jest jedna figurka farmera, piesek, krowa i małe cielę, świnka, kurczaki, a nawet stóg siana i mała butla na mleko! Jestem pewna, że za parę miesięcy świat wyobraźni zawładnie Olinkiem na dobre i zacznie się niezapomniana i wielogodzinna zabawa. Teraz Oli nie potrafi jeszcze aż tak wymyślać zabaw i bawić się figurkami, jak starszaki, ale wydaje odgłosy zwierząt i udaje, że jedzą coś dobrego ;) Najlepiej jest jednak, jak bawimy się w trójkę, całą rodziną!





Niełatwo jest znaleźć dobrą zabawkę wśród tylu produktów dostępnych na rynku, których granica pomiędzy jedną płcią, a drugą nadal jest mocno podzielona. Pomimo tego, można trafić na zabawkę uniwersalną, taką, którą pokocha nasz syn lub córka, taką która rozwija i za razem ładnie się prezentuje. Jednakże, czy jest to domek dla lalek, domek - farma, instrument, a może kuchenka do zabawy, nasze dziecko z pewnością będzie czerpało radość z zabawy - oczywiście wszystko zależy od zainteresowań naszych najmłodszych. Ja jestem za tym, by nie patrzeć na kolor opakowania i jego zawartość pod względem płci, ponieważ wszystko jest dla każdego.






A Ty jakie masz zdanie na ten temat? Czym zazwyczaj bawi się Twoje dziecko? Czy są to zabawki przeznaczone konkretnie dla jego płci, czy niekoniecznie? Chętnie poczytam komentarze od Was :)
Czytaj dalej »

2016-10-11

Czy czujesz się dobrze ze sobą? Jeśli nie, koniecznie to zmień!

Bycie kobietą jest ciężkie. Nie wyjdziemy z domu bez makijażu, jak nasz facet, bo pomyślą, że jesteśmy chore, a jak same widzimy siebie codziennie w dresie, to też nie za dobrze się z tym czujemy. Czasem ciężko jest nam zaakceptować siebie, szczególnie, gdy jest się już mamą. Nasze ciało jest inne, musimy włożyć więcej pracy w pozbycie się zbędnych kilogramów. Ale czy to znaczy, że musimy cały czas źle o sobie myśleć i dołować się?

Muszę się Wam przyznać, jako mama rozbrykanego dulatka (w poprzednim wpisie mogliście przeczytać, czego życzę mojemu synkowi i zobaczyć jak wyglądało jego przyjęcie), że często mam takie dni, kiedy po prostu nie mam zamiaru wychodzić z domu, bo ciuchy jakoś dziwnie na mnie leżą, włosy źle się ułożyły, a rzęsy wcale nie są takie długie, jak bym chciała i czuję, że wyglądam jak dziecko. Niestety nie dałabym rady cały czas siedzieć w dresach, zamknięta w czterech ścianach, bo po prostu bym zwariowała. Czasami pozwalam sobie na pełen luz, kiedy nie martwię się tym, że mam tłuste włosy, zero makijażu i szerokie, dresowe spodnie. Czasem trzeba się wyluzować, ale szybko musimy wrócić do "rzeczywistości" i po prostu zadbać o siebie.

Wydaje mi się, że każda z nas ma czasem takie dni i oczywiście nie ma w tym nic złego, ale musimy pamiętać o tym, że my - kobiety jesteśmy dosyć specyficzne i potrzebujemy kopniaka w postaci nowego ciuszka, torebki, czy ładnego makijażu, żeby czuć się ze sobą dobrze. Wystający trochę brzuszek wkładamy w spodnie z wysokim stanem, na rzęsy nakładamy tusz, brwi lub usta trochę podkreślamy (co, kto lubi)  i nawet w zwykłej bluzce i trampkach możemy czuć się super. To są właśnie takie drobiazgi, które sprawiają, że od razu jesteśmy uśmiechnięte i powinnyśmy częściej to robić! Nawet sztuczny uśmiech sprawi, że troszkę "oszukamy" nasz mózg, który dostarczy dzięki temu endorfin do naszego organizmu i wtedy od razu poczujemy się szczęśliwe. Sprawdzone info! ;)



Nie patrz się na modelki w magazynach, czy perfekcyjne mamy w internecie, bo tylko zaniżysz swoją samoocenę. A chyba  nie o to chodzi, prawda? Popatrz na siebie w lustrze i pomyśl, co lubisz w sobie najbardziej i właśnie to staraj się podkreślić! Lubisz swoje oczy? Zrób sobie kreskę eyelinerem lub podkreśl jedynie rzęsy tuszem. A może lubisz swoje nogi? Noś częściej spódnice lub sukienki, nawet zimą, a co! Spójrz też na swoje mankamenty, bo musisz wiedzieć, co chcesz ukryć. Każda z nas ma kompleksy, ja też, tak samo te wszystkie piękne gwiazdy czy modelki. Zaakceptuj siebie taką, jaką jesteś, bo jesteś piękna. Każda z nas jest i nie daj sobie wmówić inaczej. Uśmiechaj się dużo, pierś do przodu, pupa wypięta, plecy proste i idź podbijać świat, czy to w zwykłych jeansach, czy w bardzo obcisłej sukience.




A Wy czujecie się dobrze ze sobą? Jakie są Wasze sposoby na poprawienie swojej samooceny? Dajcie znać w komentarzach poniżej, chętnie poznam Wasze opinie na ten temat. :)

Czytaj dalej »

2016-09-28

Czego życzę mojemu synkowi w dniu jego urodziń?

Dziś są drugie urodziny Olinka! Jest to w sumie podwójne święto, ponieważ już od dwóch lat jestem mamą i to na pełen etat. To wtedy narodziła się we mnie zupełnie inna osoba, której nikt nie podskoczy ;) Kiedyś byłam zupełnie inna, pamiętam, że brakowało mi asertywności, na wszystko i ze wszystkim się zgadzałam, miałam jakieś tam swoje zdanie i opinie, ale nie mówiłam o nich tak głośno, jak teraz. Jestem szczera, czasem do bólu. Jestem silną kobietą. O, właśnie! Jestem kobietą, nie dziewczynką lub dziewuchą, co to, to nie. Twardo stąpam po ziemi i wiem, czego chcę, a moje dziecko otaczam największym bezpieczeństwem i miłością, jaką tylko może otrzymać. Macierzyństwo mnie zmieniło, myślę, że na lepsze. Gdyby nie Oli, nie byłoby w sumie tego bloga... A może i by był, ale pewnie o czymś innym, niż macierzyństo  i dziecko w roli głównej.
Wybaczcie taki poważny i może trochę mocny wstęp, ale takie są moje odczucia i myślę, że każda z nas w jakiś sposób się zmieniła poprzez zostanie mamą. 

Drugie urodziny to już duża cyferka, jak dla mnie. Moje dziecko nie jest już niemowlakiem, a z 2 lata pójdzie już do szkoły na pełen etat, co dla mnie jest nie do przyjęcia. Mogłabym posłać Olinka już dawno temu do żłobka, żeby mieć chwilę spokoju, więcej czasu na prowadzenie tego bloga, czy też możliwość pójścia na samotne (!) zakupy lub do kosmetyczki, ale nie mam zamiaru się z nim rozstawać, jeszcze za wcześnie. Dzieci tak szybko rosną, a czasu niestety nie cofniemy, nie zobaczymy ponownie momentu, który nie został uwieczniony w aparacie, dlatego mam zamiar korzystać jak najwięcej z danego mi czasu z moim synem. Synem, który jest tak mądrym i pięknym chłopcem, że poważnie zaczynam zastanawiać się nad zgłoszeniem go na jakiś casting dla małych modeli lub aktorów; synem, który jest pomocny i zawsze uśmiechnięty, który przytula mnie z całych sił przed snem, tak mocno, że moja twarz ląduje na poduszce i bardzo ciężko mi wtedy oddychać. Wiem, że wychowam go na dobrego człowieka, który nie odwróci się plecami do kogoś, kto potrzebuje pomocy, który będzie traktował swoją żonę, jak księżniczkę, a swoje dzieci będzie ubóstwiał ponad wszystko. Życzę mu tego, by nie gonił za pieniądzem, żeby był uczciwym człowiekiem, otaczał się w życiu lojalnymi i życzliwymi ludźmi i najbardziej na świecie pragnął po prostu szczęścia. Mam nadzieję, że wyrośnie na uśmiechniętego, pełnego życia mężczyznę, który będzie wykorzystywał każdy dzień i każdą chwilę jak może najlepiej, bo nigdy nie widomo, co przyniesie dany dzień; liczy się tu i teraz. Wiem, że będę mogła na niego liczyć w każdej sytuacji, że będzie mnie przytulał i ściskał z całych sił, nawet wtedy, kiedy będzie już ojcem i mężem. Między nami nigdy nie będzie tematu tabu i zawsze będę akceptowała to, jakim jest człowiekiem, choć, jeśli zrobi coś złego, na pewno usłyszy ode mnie parę gorzkich słów prawdy. Nie będę go głaskać po głowie, gdy kogoś obrazi, czy pobije, nie będę miała "klapków na oczach", tylko dlatego, że to mój syn. Mam jednak nadzieję, że obejdzie się bez tego wszystkiego, jestem dobrej myśli, ponieważ już teraz widzę, jaki moje dziecko ma charakter i jakim może być człowiekiem w przyszłości, i postaram się z całych sił poprowadzić go we właściwym kierunku.


Wiem, że dobrze wychowam swojego syna i życzę mu, żeby również wychował swoje dzieci na dobre i uczciwe osoby, które są tolerancyjne i dla których rodzina i spokój w sercu są najważniejsze. Nieważna jest religia, kolor skóry, czy preferencje seksualne lub to, kto w domu gotuje obiady, a kto zajmuje się ogrodem, albo czy w domu jest bałagan, czy może jest jak u Perfekcyjnej Pani Domu. Dla mnie najważniejsze, to być dobrym człowiekiem, który widzi dobro w innych i wybiera właściwe priorytety w życiu.






Czytaj dalej »

2016-08-01

Rzeczy, których miałam nie robić jako matka, a wyszło jak zawsze.

Jak już doskonale wiecie, zawsze chciałam być młodą mamą, ale nie myślałam wtedy za bardzo o tym, kiedy trzeba nauczyć dziecko robienia na nocnik, kiedy dziecko powinno pozbyć się smoczka, czy po roku dawać mleko nadal w butelce, czy już w kubeczku. Dopiero, kiedy zaszłam w ciążę, zaczęłam mieć swoje opinie na temat wychowania dzieci. W większości były to takie opinie w myślach i tylko dla mnie, albo były wypowiadane podczas rozmów z koleżankami.



W zaawansowanej już ciąży dużo czytałam, próbowałam przyswoić sobie jakąś wiedzę na temat macierzyństwa, bo przecież nie dowiedziałam się niczego z oglądania seriali, filmów, czy opowiadań rodziny. Po jakimś czasie miałam już w głowie zarysowany pewnien "plan" wychowania dziecka, którego miałam się twardo trzymać. Przecież to nie jest jakieś trudne. I tu się myliłam. Z kolejnym dniem, tygodniem i miesiącem życia mojego dziecka, zaczęłam zdawać sobie sprawę z tego, jak jest naprawdę w tym całym macierzyństwie.


Smoczek? A po co?


Byłam przekonana, że moje dziecko nie będzie chodziło ze smoczkiem jako 2-3 latek. A jednak, do ukończenia 2. roku życia zostały niecałe 2 miesiące, a Oli nadal nie chce pozbyć się smoczka. Gdy pierwszy raz dostał smoczka do buzi (po porodzie, w szpitalu, kiedy miał dożylnie podawane antybiotyki), nie za bardzo mi się to podobało, ale potem poczytałam trochę i dowiedziałam się, że u dziecka odruch ssania zanika w ok. 4 miesiącu życia. Miałam wtedy wyrzucić smoczka. Wyszły zęby, był płacz, smoczek został.


Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz.


Powiedzialam sobie, że nie chcę, żeby dziecko spało non stop w naszym łóżku, bo na pewno nie będziemy się wysypiać i za bardzo się przyzwyczai i wtedy "nie pozbędziemy się" go zbyt szybko. Znów nic z tego. Zmęczenie było jednak silniejsze i zamiast odkładać Olinka do łóżeczka po karmieniu nocnym, coraz częściej zostawał już w naszym łóżku do rana. Dziś bywa to różnie, czasami śpi całą noc w łóżeczku, a czasem chce się po prostu przytulić. Ani mnie, ani Rafałowi to nie przeszkadza. Uwielbiamy spać w trójkę!


Tylko nie na podłogę!!! Tu masz nocnik!


Zamierzałam dość szybko nauczyć Olinka załatwiania potrzeb na nocnik, przecież w wieku 2 lat powinien już się nauczyć. Może nawet i wcześniej. 3-latek to już duże dziecko i Oli w tym wieku na pewno nie będzie chodził z pieluchą. I tutaj moja wiedza okazała się malutka. Próby jak na razie były 2, ale za drugim razem było już tak na poważnie, wtedy Oli chodził po domu cały czas w majtkach lub zupełnie bez niczego. Było parę sukcesów, aż nagle Oli jakby zapomniał o istnieniu nocnika. Muszę poczekać aż moje dziecko będzie gotowe, a nie myśleć o tym, czy ja jestem już gotowa! Pieluchy powróciły.


Lulajże, Lulaj... Tylko nie za długo, bo się przyzwyczai!


Tak samo jak z odstawieniem smoczka w 4. miesiącu życia, tak i w tym przypadku chciałam "oduczyć" Olinka od bycia noszonym na rękach. Każdy, czy młody, czy stary, czy "dzieciaty", czy "niedzieciaty", dosłownie każdy ma na ten temat swoją opinię. Jaką? A taką, żeby nie nosić dziecka najlepiej w ogóle, bo się przyzwyczai i będziesz miała problem. Dobrze czytasz, Ty będziesz miała problem, nie oni. Ja nie wiem, czy wszyscy aż tak się o nas troszczą, czy pozjadali wszystkie rozumy. A ja im się dałam! Nie wierzę! Przecież to taka mała istotka, no jak jej nie nosić i nie lulać do snu. Miałam nie lulać, a lulam cały czas. No ok, ostatni raz tak naprawdę lulałam Olinka jak miał może 14-15 miesięcy. Dużo, czy mało? Nie wiem. Dla mnie to nieważne. Na rękach noszę go do teraz. Czasem jest ciężko, ale kiedyś jak będę wspominać małego Olinka, to na pewno nie będę żałować bliskości, jaką mu dawałam.




Zazwyczaj myślimy, że wiemy już o życiu wszystko, że wystarczy przeczytać parę poradników i będzie dobrze. Niestety, jeśli chodzi o bycie rodzicem, jest to jedna wielka niewiadoma. Nawet jeśli wszystko już wiesz, to i tak niczego nie wiesz. To po prostu trzeba przeżyć. Teraz już wiem, że nawet w macierzyństwie lub przede wszystkim w macierzyństwie trzeba mieć plan B, a najlepiej wszystkie literki alfabetu, aż do Z! Jednym słowem - trzeba przygotować się na każdy możliwy scenariusz.



A jak to wszystko wygląda u Was? Jest tak, jak planowaliście przed porodem, czy zupełnie przeciwnie?
Czytaj dalej »

2016-07-18

A gdyby tak odciąć się choć na jeden dzień od całej tej technologii?



Technologia idzie do przodu coraz to szybciej. Nasze dzieci - czy tego chcemy, czy nie - oglądają bajki w telefonach, my całymi dniami przesiadujemy z nosem w komputerze, czytając blogi i fora zamiast książek (tych papierowych). Technologia nie odstępuje nas na krok, wifi w telefonie musi być zawsze, bo trzeba uwiecznić to spotkanie przy kawce w Starbucksie, czy zrobić zwykłe selfie, bo akurat jesteśmy w przepięknym i malowniczym miejscu. 



Znasz to? Ja znam za dobrze. Nie potrafię już oglądać telewizji bez telefonu obok... Czy to nie jest przerażające? Dla mnie nawet bardzo.
Pamiętam, jak kiedyś siedziałam do nocy, czytając książkę pod kołdrą, z latarką w jednej ręce. Spacery z najbliższą osobą bez korzystania z technologii w międzyczasie były wtedy normalne, a teraz takie wyjątkowe, często niemożliwe.



Zaczęłam myśleć o tym wszystkim, kiedy nagle skończył się nam prąd (w Anglii w większości domów jest opcja doładowania prądu za pomocą kluczyka lub karty, doładujesz prąd lub gaz w każdym lokalnym sklepiku). Nagle nastała cisza. Wywietrznik w łazience przestał głośno huczeć, lodówka przestała wydawać dźwięki, które zazwyczaj wydaje kilka razy dziennie podczas "przesyłania" wody do pojemnika w zamrażarce, byśmy mieli ten luksus w postaci lodu w szklance ;) Wszystko ucichło, aż dziwnie się czuję. Trochę tak, jakbym była na jakiejś bezludnej wyspie, na której potrzebny jest tylko tlen. I właśnie wtedy pomyślałam sobie "ale ulga... a gdyby ta cisza została trochę dłużej?". Zaraz mieliśmy "doładować" prąd, bo jednak obiad trzeba zrobić i wody ciepłej nie ma. Ale akurat kawę sobie zrobiłam, więc piłam ją pomału i wsłuchiwałam się w ciszę. Oli wtedy spał. Nawet gdyby nie spał, moglibyśmy razem pobyć w tej ciszy. 




Oczywiście przed technologią nie uciekniemy - obiad zrobić trzeba, pranie też wypadałoby wstawić, kawę również chętnie wypijemy, no i nawet, jeśli zechcemy poczytać tę książkę, czasem potrzebne jest nam światło (ok, możemy zapalić świeczkę lub latarkę), [nie czytalibyście też mojego bloga ;)] - chyba, że wybierzemy się na biwak, o którym marzę od tamtego dnia, w którym skończył się prąd :)
Czytaj dalej »

2016-06-27

Nie chcę, żeby moje dziecko było jedynakiem!

Kiedy planowałam, a raczej planowaliśmy powiększenie naszej rodziny, wiedzieliśmy, że to dziecko, które się urodzi, będzie miało kiedyś rodzeństwo. Rafał ma dwie siostry, ja mam jedną. Oboje wiemy, jak ważne jest rodzeństwo i chcemy dla Olinka wszystkiego, co najlepsze.
Każdy kij ma dwa końce, strony medalu są zawsze dwie, każda sytuacja ma swoje dobre i złe strony, nic nie jest w 100% idealne. Wiem, że dodanie do naszej małej rodzinki jeszcze jednego lub dwóch osobników (tak, tak, moim marzeniem jest mieć trójkę lub nawet czwórkę dzieci!) będzie wiązało się z jeszcze większą ilością prania, gotować będę jak dla armii, a braku czasu dla siebie już nie skomentuję. Mniej będzie romantycznych wyjść, bo z kim zostawię dwójkę, czy trójkę dzieci, skoro dziadków tu nie mamy (nadal mieszkamy w Anglii, jak na razie). Więcej będzie kłótni, hałasu i bałaganu. No i co z tego? Każda normalna rodzina przechodzi przez to wszystko, nikt nie ma idealnego życia. U każdego znajdzie się nieumyty kubek, pielucha na podłodze, czy sterta prania. Ale ile radości jest w jeszcze większym gronie, ile szaleństw, ile uścisków i ile miłości!
Już od początku rodzeństwo odgrywa w naszym życiu ważną rolę, uczy nas różnych rzeczy, jest towarzyszem życia. Podobno łatwiej jest z dwójką dzieci, niż z jednym, ponieważ dzieci w jakiś sposób "zajmą się" sobą, rzeczy po jednym dziecku "odziedziczy" drugie itd. Dziecko, które ma rodzeństwo podibno szybciej i lepiej się rozwija, naśladuje starsze rodzeństwo. Oczywiście, nie jest to regułą, ponieważ Oli dosłownie wszystko po nas powtarza i mam wrażenie, że szybko się uczy. Idąc dalej, w wieku nastoletnim rodzeństwo toczy ze sobą wojny, kłoci się, ale są też dni, kiedy siostry wymieniają się ciuchami, a bracia grają razem w gry. Nie obejdzie się też bez obrażania się na siebie i skarżenia rodzicom na siebie nawzajem, ale trzeba ten okres przeczekać ;) W dorosłym życiu bywa różnie, czasami rodzeństwo nie dogaduje się ze sobą, ale zawsze mamy pewność, że jest gdzieś tam bliska nam osoba.  W przyszłości będzie to ciocia lub wujek dla naszych dzieci, a jeśli i nasze rodzeństwo będzie miało dzieci, to będzie też i kuzynostwo. Będzie ktoś, kto wesprze w trudnych chwilach, kto pomoże zawsze i wszędzie, kto wysłucha, kto wpadnie popilnować Twoje dzieci lub po prostu na kawę. Gdy koleżanek i kolegów zabraknie, zawsze będzie rodzeństwo  Z rodziną niby najlepiej wychodzi się tylko na zdjęciu, ale czyż nie jest ona najważniejsza?
Jestem osobą, która wie, czego chce i najbardziej na świecie marzę o dużej i szczęśliwej rodzinie. Widzę, jak Oli patrzy na małe dzidzie, jak bawi się z innymi dziećmi. Wiem, że będzie super starszym bratem i będzie mi pomagał, ile będzie mógł, bo uwielbia to robić. A ja dam sobie jakoś radę sama, kiedy tata Olinka będzie w pracy, bez dziadków i pradziadków do pomocy. Na pewno nie jestem jedyna. Marzenia trzeba spełniać i jestem bardzo podekscytowana planami na przyszłość. 







A Wy, ile planujecie mieć dzieci? A może nie chcecie mieć żadnego? Chętnie poczytam od Was komentarze :)
Czytaj dalej »